Ta historia zaczęła się dużo wcześniej niż klik migawki. Z Roksaną i Błażejem znamy się z Fundacji Funny Pets, więc od początku było wiadomo, że to nie będzie „zwykła” sesja narzeczeńska. Błażej rzucił kiedyś półżartem, półserio: zrobimy sesję, jak pojawi się szczeniak. I jak to w dobrych historiach bywa, słowo stało się ciałem. A raczej czterema łapami 🐾
Spotkaliśmy się w parku krajobrazowym pomiędzy rzekami Wartą i Widawką. Miejscu, które samo w sobie opowiada historie, tylko trzeba dać mu czas. Wybraliśmy tak zwany późny zachód słońca. Ten moment, gdy światło nie świeci już wprost, tylko snuje się nisko po trawie i zahacza o wszystko, co żywe.
Pierwsza część sesji należała do szczeniaka. Było bieganie bez planu, nos w trawie, próby zjadania patyków i ramion Roksany na zmianę. Kadry powstawały same, bo nikt niczego nie udawał. Roksana śmiała się tym śmiechem, który pojawia się tylko wtedy, gdy nie ma kontroli. Błażej był dokładnie tam, gdzie trzeba. Obok. Aparat miał łatwe zadanie.
Gdy mały bohater zmęczył się światem, zrobiliśmy to, co w slow sesjach jest naturalne. Poszliśmy dalej. Zostawiliśmy szczeniaka na regenerację i ruszyliśmy w krajobraz, który otworzył się przed nami szeroko. Trafiliśmy na krowy, zupełnie nieprzejęte faktem, że ktoś właśnie tworzy narzeczeńskie kadry. Kilka zdjęć z nimi w tle ma w sobie ten rodzaj spokoju, którego nie da się zaplanować 🐄
Na koniec była rzeka. Cicha, obecna, odbijająca resztki światła. Kilka kadrów z Wartą i Widawką w tle zamknęło sesję dokładnie tak, jak powinna się zamknąć. Bez fajerwerków. Z oddechem. Z przestrzenią między gestami.
Ta sesja narzeczeńska nie była o pozowaniu. Była o relacji, która zaczęła się od wspólnych wartości, przeszła przez fundacyjne historie i dziś ma już własny rytm. Z psem, z naturą, z późnym zachodem słońca. I z obietnicą, że najlepsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy naprawdę czekasz na właściwy moment 🌿📸
POZNAJ WIĘCEJ HISTORII...